Czy kiedykolwiek myślałeś jak odejdziesz? Czy zastanawiało cię czy ktokolwiek będzie rozpaczał? Nigdy nie zapominajcie o przyjaciółce śmierci, ona zawsze przyjdzie kiedy trzeba. Skąd wiem?
Był piękny, niedzielny poranek. Pokój delikatnie skąpały promienie słoneczne, które na przekór wszystkiemu, próbowały obudzić Sunny, oczywiście bezskutecznie. Najwidoczniej była zbyt szczęśliwa, aby ruszyć swoje cztery litery i powitać świat na nowo. Leniuch. Nagle rozległ się donośny krzyk Grega, ojca Sunny :
- Sunny, mała cholero, wstawaj, bo się spóźnimy przez ciebie!
Znając ją, jedynie ściany się tym obruszyły, bo ona oczywiście go zignorowała. Nienawidziła go, nikt nie potrafił zrozumieć dlaczego. Był przykładnym mężem, ojcem itd., ale jednak coś skłoniło Sunny, żeby myślała o nim jak najgorzej. Wtedy nikt nie znał prawdy, lecz wszystko w swoim czasie.
- Po cholerę budzisz mnie tak szybko?! - odezwała się Sunny, próbując wywołać jak największy nacisk na ostatnie słowo.
- Musimy odebrać Violett z lotniska. - odkrzyknął stanowczo Greg, co doprowadziło Sunny do szału.
- Gówno mnie ona obchodzi, tak jak wasz bachor i cały ten słitaśny świat, oblepiony tęczą, który jest tylko i wyłącznie na pokaz! Matkę miałeś w dupie, kiedy ona nie miała jak wrócić, a ją z bukietami mam witać, no nie, tego za wiele! - ryknęła Sunny, po czym zatrzasnęła drzwi i zamknęła na klucz.
Emily, była uroczą, skrytą i wrażliwą kobietą, ale także nie potrafiła o siebie zawalczyć. Greg zawsze wykorzystywał swoją jakże "wymagającą" pracę, tylko po to aby spotykać się z kochanką. Gdy Emily to odkryła, jej świat rozsypał się na drobne kawałki, a w jej życie wstąpiła błyskawicznie depresja. Pod naciskiem bólu, który jej zadano, popełniła samobójstwo. Oczywiście Emily była matką Sunny, a wspomniana kochanka to Violett. Czy to był powód, dla którego Sunny tak bardzo nienawidziła własnego ojca? Między innymi. Rodzina Calder'ów do śmierci Emily mieszkała w Nowym Jorku, byli tam w pewnym sensie anonimowi, ale Greg chciał praktycznie zagrzebać przeszłość i wyjechać jak najdalej z tego miasta. Wszystko tam mu się kojarzyło z Emily. Pierwsze spotkania, pocałunki, ale także zdrady i śmierć jego żony. Miesiąc od pogrzebu Emily, Greg i Sunny wyprowadzili się na Florydę, zaś Violett wprowadziła się zaraz po urządzeniu mieszkania. Dla Sunny oznaczało to koniec jakichkolwiek ciepłych relacji z ojcem a tym bardziej z Violett. To był pierwszy powód nienawiści Sunny wobec Grega. Były jakieś inne? Oczywiście. Między innymi fakt, iż przez kilka najbliższych lat nie zobaczy swojego ukochanego Nowego Jorku. Tam musiała zostawić wszystko, rodzinę, przyjaciół, swój świat, szkołę...
- Sunny, proszę nie odzywaj się w taki sposób do mnie, a także nie mów tak o Violett. Jej na tobie zależy. - odpowiedział karcąco Greg.
Sunny nic na to nie odpowiedziała, tylko głośno zaszlochała. Nie chciała żyć tam, w tym domu znienawidzonym przez nią do szpiku. Męczył ją każdy oddech w tym budynku. Pragnęła tylko jednego... Dzień wolności za resztę życia, to wszystko.
Ojciec Sunny, nie zastanawiając się wiele, wtargnął do jej pokoju i siłą ją stamtąd wyciągnął. Oczywiście krzyczała, wyzywała go, ale bezskutecznie. Gdy znaleźli się na zewnątrz, Sunny skorzystała z okazji i uciekła. Gdzie? Przed siebie, jak najdalej. Dopiero gdy znalazła się w parku, z milę od domu, rzuciła się na trawę i zaczęła płakać. Płakała tak jak dziecko, któremu dzieje się krzywda z niewiadomego mu powodu. Nie miała gdzie pójść, nie miała też po co wracać, nie posiadała już w sobie nawet krztyny nadziei...